Kochany Święty Mikołaju …

Dziecko piszące list do Mikołaja List do Świętego Mikołaja – zwyczaj nieco zapomniany, ale dostarczający dużej frajdy naszym pociechom. Samo pisanie i wysyłanie listu, mimo że jest jedynie zapowiedzią „finału”, może okazać się świetną zabawą samą w sobie. Taki „dokument” jest także dobrym alibi dla nas, gdy prezent okaże się porażką :)

Wspólne pisanie listu do Świętego Mikołaja ma kilka zalet. Po pierwsze, jest wspaniałą okazją do zabawy. Po drugie, daje dziecku – i ojcom – możliwość wykazania się inicjatywą i pomysłowością. Po trzecie, ułatwia nam wybór prezentu dla dziecka i w końcu po czwarte, przy odrobinie zaangażowania, świetnie ugruntowuje w maluchu … wiarę w Świętego Mikołaja. Aby cały „proces” był jeszcze atrakcyjniejszy dla dziecka, proponujemy podzielić go na dwa etapy – pisanie i wysyłanie.

Drogi Mikołaju …

Sposób pisania listu do brzuchatego przyjaciela w czerwonym stroju musimy przede wszystkim dopasować do wieku naszej pociechy. Od rocznego malucha trudno bowiem wymagać, by jasno sprecyzował, co chce dostać, z kolei od dwulatka wymagać, by swoje „żądania” przelał precyzyjnie na papier. Dlatego właśnie z pomocą przychodzi … pomysłowość.

I tak, w przypadku najmłodszych pociech – które nie potrafią jeszcze wyraźnie mówić i rysować – proponujemy wyklejankę. Po konsultacji z „działem zakupów i zaopatrzenia” (czyli naszą drugą połówką) dokonujemy wstępnej selekcji zapotrzebowań. Następnie z gazet lub folderów reklamowych (na niedostatek tych drugich – szczególnie przed świętami – chyba nikt z nas nie narzeka) wycinamy zdjęcia artykułów (czyt. zabawek), które są najbardziej pożądane dla naszego dziecka. Następnie pokazujemy je maluchowi i przy jasnych obostrzeniach co do ilości (w przeciwnym wypadku z zasady możemy założyć, że trzeba kupić wszystko) dajemy mu możliwość wyboru. W końcu wybrane zdjęcia produktów przyklejamy na kartkę papieru.

Jeśli dziecko potrafi już w miarę świadomie i zrozumiale powiedzieć, co chce dostać od Świętego Mikołaja, możemy zaproponować mu, że sami – w jego imieniu – napiszemy list. Siadamy zatem przy stole, bierzemy kartkę papieru i na podstawie odpowiedzi dziecka wspólnie kompletujemy listę. Jeśli maluch wykazuje wyraźną chęć „napisania” listu samemu, możemy zaproponować mu udekorowanie kartki lub wspólne wykonanie wspomnianej już wyżej wyklejanki.

Kolejny patent na list – jednak dla nieco starszych już dzieci – to narysowanie tego, co chcą dostać. Tylko uwaga – sposób ten obarczony jest dużym stopniem ryzyka, bo konia z rzędem temu, kto w pierwszych latach życia naszego dziecka potrafi rozróżnić narysowanego przez niego psa od kota, czy misia od lalki. Dlatego decydując się na to rozwiązanie warto wyraźnie dopytać, co autor miał na myśli :)

Gdy list jest już „napisany” to czas na ostatni element. Dajemy dziecku kopertę do zaadresowania (nieistotne, co się na niej znajdzie, bo przecież Mikołaj jest święty więc i tak list do niego trafi), pakujemy „listę zakupów” do środka, zaklejamy i … gotowe.

O własnoręcznym pisaniu listu przez naszą pociechę nie wspominamy, bo w takim przypadku „maluch” zapewne już jest świadomy, że Mikołaj ma nasze imię i nazwisko i wie doskonale, w którym banku „Święty” ma konto. Ale gdyby było inaczej, oczywiście też polecamy.

Przesyłka priorytetowa

Decydując się – wraz z dzieckiem – na napisanie listu do Mikołaja nie zapomnijmy o bardzo ważnym elemencie, jakim jest jego skuteczna „dystrybucja”. To właśnie przy wysyłaniu listu możemy się wykazać największą pomysłowością. Dodatkowo, w ten właśnie sposób możemy dostarczyć maluchowi dodatkowych emocji.

Najlepszym sposobem – sprawdzonym w praktyce przez naszą redakcję – jest zostawienie listu w pobliżu okna. I tak, wspólnie z dzieckiem, niesiemy list do jego pokoju, kładziemy na parapecie i tłumaczymy, że za jakiś czas Mikołaj sam zabierze kopertę. Dla dodania realizmu proponujemy delikatnie uchylić okno, by bez problemu mógł się on wślizgnąć do środka. Ważne, by oprócz „zniknięcia” listu dać naszemu maluchowi dodatkowe dowody na to, że Święty się u nas pojawił. I tu pomysłów jest kilka. Możemy np. przygotować i zostawić w pokoju szklankę z napojem lub położyć na talerzyku kilka ciastek. Gdy dziecko wejdzie (zapewne po raz enty) i zobaczy, że w końcu nie ma listu (niezauważalnie zwędzonego po jakimś czasie przez ojca), a strudzony Mikołaj opróżnił szklankę lub talerz, z pewnością będziemy świadkami dość niespodziewanych reakcji – od wybuchu szału radości, poprzez dezorientację, na płaczu i ucieczce kończąc. By radość i wiarygodność sytuacji była jeszcze większa, proponujemy także, by ubrany na czerwono przyjaciel zostawił też coś dziecku w miejscu listu – np. cukierka lub czekoladkę (najlepiej w kształcie Mikołaja).

Inny – dość niekonwencjonalny – sposób wysyłania listu do Mikołaja polecamy raczej tym z Was, którzy mieszkają w domach jednorodzinnych. Chodzi mianowicie o składanie kartki z „listą zakupów” w papierowy samolocik i wyrzucanie jej przez okno. O ile uzasadnienie tego patentu jest doskonałe (list poleci wprost do nieba lub zostanie przechwycony na niebie przez samego Świętego Mikołaja), o tyle realny adresat może mieć spory problem z jego znalezieniem. Dlatego w tym wypadku w grę wchodzi raczej skoordynowana akcja – mama z dzieckiem puszczają samolot, a ojciec w pocie czoła czai się zamaskowany pod oknem w oczekiwaniu na „zrzut”. Dlatego właśnie sposób ten polecamy tym z Was, którzy mają kawałek ogródka pod oknem. Bieganie za samolocikiem po osiedlu może być odczytane przez sąsiadów dwuznacznie, natomiast po ruchliwej ulicy – po prostu niebezpieczne.

List do Mikołaja możemy też wysłać w sposób konwencjonalny – czyli pocztą. Tu jednak trzeba wpisać na kopercie najlepiej własny adres, więc patent ten nie przejdzie w przypadku dzieci, które potrafią już choć trochę czytać. Ale jeśli już się na to zdecydujemy nie zapomnijmy, żeby to dziecko samo nakleiło znaczek i wrzuciło kopertę do skrzynki i w ten sposób było pewne, że list trafi tam, gdzie powinien :).

Powodzenia !

 

Komentarze

Dodaj komentarz